piątek, 14 kwietnia 2017

Dzień dziewiąty

Właśnie uzmysłowiłam sobie, ile dni już minęło od rozpoczęcia tego koszmaru. 9 długich dni.

Niekończące się telefony od znajonych, przyjaciół, a także te wykonywane przez nas, do znajonych lekarzy, pielęgniarek, w desperacji rozmawiałam nawet z zaprzyjaźnionym weterynarzem, bo to też lekarz. Desperacja level hard.

Sama opadam z sił. Nie jem, nie dosypiam, ciągle w biegu, w drodze. Działam w silnym stresie, ale powoli sama zasuwam na pustym baku. Muszę wytrzymać. Mam po co i dla kogo. Potrzebujesz mnie teraz. Będziesz potrzebował później. 

Bo czeka nas później. Takie na wiele wiele wiele lat, aż zmarszczeni jak rodzynki doczekamy spotkania z wszystkimi naszymi krewnymi po drugiej stronie.

Broken Doll

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróciłam. Czas biegnie nieubłaganie. Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. On walczy, ja z Nim. Przez ten czas wiele rzeczy miało miejsc...