Niekończące się telefony od znajonych, przyjaciół, a także te wykonywane przez nas, do znajonych lekarzy, pielęgniarek, w desperacji rozmawiałam nawet z zaprzyjaźnionym weterynarzem, bo to też lekarz. Desperacja level hard.
Sama opadam z sił. Nie jem, nie dosypiam, ciągle w biegu, w drodze. Działam w silnym stresie, ale powoli sama zasuwam na pustym baku. Muszę wytrzymać. Mam po co i dla kogo. Potrzebujesz mnie teraz. Będziesz potrzebował później.
Bo czeka nas później. Takie na wiele wiele wiele lat, aż zmarszczeni jak rodzynki doczekamy spotkania z wszystkimi naszymi krewnymi po drugiej stronie.
Broken Doll
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz