Jadę i się modlę. O cud. O dar życia. O Ciebie. Kazali nam się modlić i wierzyć. Ja wierzę w Ciebie, jesteś najsilniejszym człowiekiem jakiego znam. Podziwiam Cię, zawsze podziwiałam. Walczysz tak dzielnie, jak lew. Masz po co żyć Ukochany mój. Jeżeli mnie słyszysz, to wsłuchaj się w niekończącą się litanię miłosnych wyznań, błagań i komplementów.
Nadzieja jest, nie opuszcza mnie. Ba, to nawet nie jest nadzieja, a absolutna pewność, że będzie dobrze. Musi być. Nie dopuszczam do siebie innej możliwości. Nie mogę Cię stracić, bo bez Ciebie nie ma mnie...
Wydaje mi się, że trzymasz mnie za rękę. Ściskasz ją. Wiem, że to ruchy mimowolne powodowane udarem, ale może to nie jest do końca tak? Myśl, że mnie słyszysz, że wiesz że nie jesteś sam, że jestem, czuwam i kocham, pozwala mi znaleźć małą pociechę. Nie chcę żebyś się bał. Muszę się Tobą zaopiekować, obronić, wszelako zaopatrzyć. Tylko jak mam Cię bronić przed wrogiem grasującym pod Twą czaszką?
Och Kochanie moje... Wróć, bo ja bez Ciebie żyć nie mogę...
Broken Doll
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz