czwartek, 1 czerwca 2017

Dzień 58 - 63

To były trudne dni. Bardzo trudne. Pełne wyborów i decyzji, których nigdy w życiu nie powinno się podejmować.

Trochę Ci się polepszyło Ukochany mój. Małe światło w ciemnościach, które nas owinęły szczelnie i przyduszają swym smutkiem.

Kolejne zapalnie płuc zwalczone. Jestes moim Wojownikiem. Nie mam słów, żeby wyrazić, jak bardzo Cię kocham, jak jestem dumna z Ciebie. Nie znam nikogo silniejszego, dzielniejszego i wytrwałego jak Ty!

Teraz trwa jednak z cięższych walk o Twoje płuca, żebyś oddychał bez pomocy maszyn. Głęboko, z najgłębszych źródeł mojego jestestwa, wierzę, że będzie dobrze. Że będziesz sam oddychać.

Jesteś młody, silny, kochany tak bardzo. Otaczają Cię morza miłości.

Wiara. Nadzieja. Miłość. Dopiero teraz wiem, jakie to głębokie. Skąd waga i znaczenie tych prostych przecież słów. Żyję dla Ciebie, bo Cię kocham, a moja miłość jest niezmienna od dekady prawie. Żyję wiarą i nadzieją w NASZ new happy beginning. Bo to nie jest żaden koniec, to tylko zakręt. Najstraszniejszy w moim życiu.

Dzisiaj wracając od Ciebie, wróciłam myślami do śmierci mego Dziadka. To były najgorsze chwile w moim życiu, tak lata temu myślałam. Świat mi się zawalił. Ty mnie po latach poskładałeś do kupy po tym. Dzięki Tobie odżyłam, pokochałam i połatałam dziury w sercu i duszy, które mi pozostały po tej stracie.

Ale to miało swoją cenę...

Bo ja nie potrafię żyć bez Ciebie. Stanowisz samą istotę mojego Ja, bo Ty mnie stworzyłeś, ukształtowałeś i otaczałeś miłością. Bez Ciebie nie ma mnie. I dziś wiem, że choć tamta strata bolała potwornie, ta jest o eony cięższa i bolesniejsza dla mnie...

Ja próbuję Kochanie, rozpaczliwie próbuje zachować zdrowe zmysły, bo Ty mnie potrzebujesz. Muszę się jakoś trzymać dla Ciebie, choć to boli bardziej niż chciałabym przyznać.

Żyję. Jakoś. To najlepsze słowo. Tylko to jakoś jest byle jakie. Puste. Staram się udawać na zewnątrz,  że się trzymam. Znalazłam sobie hobby, które ma być wentylem bezpieczeństwa dla umysłu. Kiedyś dałoby mi to radość, dzisiaj trwa to krótko. Ale sie staram, bo mam po co. Będziesz mnie potrzebować zdrowej na ciele ale i też na umyśle. Dlatego żyje. Jakoś koślawo ale żyję.

Siedzę teraz w naszym domu w otoczeniu naszych rzeczy. Koty siedzą na parapecie w otoczeniu storczyków. Otaczają mnie nasze piękne przedmioty, meble, bibeloty. Mam multum kosmetyków, biżuterii, książek. Większość od Ciebie. Ale nie jest to nic warte bez Ciebie.

Nic nie jest ważne prócz Ciebie. Bo tak bardzo Cię kocham. I rozpaczliwie pragnę żebyś się znudził i powiedział "już jestem i wracam. Kocham Cię"

Moje wszystko śpi, a ja jestem wpół martwa w środku. Uratuj mnie. Wróć. Proszę.


Broken Doll

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wróciłam. Czas biegnie nieubłaganie. Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. On walczy, ja z Nim. Przez ten czas wiele rzeczy miało miejsc...